Zaniepokoiło mnie zdanie, jakie wypowiedział ognisty smok. Przekazałam je Amonowi, by zabić jego ciekawość, lecz z drugiej strony nie wierzyłam, żeby smoki obróciły się przeciwko nam... Wreszcie jednak dotarliśmy do najlepiej znanych mi terenów na całej wyspie, gdzie dalej poszybowaliśmy w stronę morza. Tam było spore lądowisko oraz moja urocza, ciemna chatka obita kamieniem i drewnem. Smoki wreszcie wylądowały po paru godzinach lotu i mogły na spokojnie odpocząć, ponieważ było to trudno dostępne miejsce dla dwunogów bez skrzydeł, albo chociaż bestii do pomocy. Dodatkowo, miejsca było za mało żeby mógł wylądować tutaj helikopter, a co dopiero samolot, gdzie po jednej stronie osłaniała nas ogromna bordowa skała, a z drugiej strony była otwarta przepaść, prowadząca prosto do zbiornika z lawą oraz wystających z niej ostrych głazów i mniejszych szczytów nieregularnych gór.
Po wprowadzeniu naszych smoków do groty Arbeliala, weszliśmy do mnie do mieszkania, gdzie poleciłam wszystkim wygodnie się rozsiąść na kanapie i przygotowałam dzbanek herbaty. W tle zapodałam jakąś łagodniejszą składankę z mojej półki, na której były tylko jakieś smęty, Linkin Park i pojedyncze rockowe klasyki. Podałam kubki i wypełniłam je bursztynowym naparem, po czym umieściłam na środku stolika cukierniczkę i kilka łyżeczek. Wreszcie sama usiadłam na brzegu kanapy obok Amona i ogrzałam dłonie. Westchnęłam głęboko. Denerwowałam się słowami tamtego smoka. "Smoki staną na waszej drodze i obrócą w piach więzi między wami"... Zamknęłam oczy i oparłam się głową o oparcie.
- Muszę wymyślić jakiś plan na tą chwilę - mruknęłam. - Jednak najlepiej by było, gdyby wszyscy Hodowcy się tu znaleźli, w szczególności Olira, bo przynajmniej na bieżąco razem mogłybyśmy coś ustalić jako przewodniczące. Chyba że wy macie również jakieś pomysły?
<Persia, Amon?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamaiji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamaiji. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 sierpnia 2016
RP: Kamaiji do Persii i Amona
- Jeszcze trochę drogi nas czeka, ale nie jest to daleko - odparłam towarzyszowi. - A jeśli chodzi o fechtunek... Niestety, wcześniej nikogo takiego nie było u nas, kto by posługiwał się dobrze ostrzem. Ja coś tam potrafię, jednak nie jest to żaden wyczyn... Wolę posługiwać się kłami, pazurami, ciosami, czymkolwiek na co pozwala mi zmiennokształtność. Jednak każda nowa umiejętność jest dobra.
Lecieliśmy dłuższy czas nad parującą gorącem sferą i musiałam aż podwinąć lekko koszulkę, by nie spływał po mnie pot jak rzeka. W trakcie Persia rozmawiała z Hetaverem przez jakiś moment, lecz nic nie zdołałam zrozumieć, jako że mówili w smoczym języku. Muszę skoczyć kiedyś do Oliry, by mnie poduczyła, żebym mogła lepiej rozumieć grymaszenie Arbeliala... Noringhan doskonale dotrzymywał nam tempa, to aż niesamowite, że tak młody smok tak świetnie opanował technikę lotu. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się przyjaźnie, lecz ten mimowolnie się speszył, co pokazał przez lekkie uchylenie głowy i odwrócenie wzroku. Po chwili jednak spojrzał na mnie pełnymi smutku oczami. Musiał mocno przeżywać śmierć rodziców...
Nie tylko Nori był w złym humorze. Gdy spojrzałam na Persię, ona również zdawała się przytłoczona.
- Daleko jeszcze, Kamaiji? - zawołała do mnie, kryjąc pysk w łuskach Hetavera.
- Przelecieliśmy już większą część ignisfery, za niedługo powinniśmy być na miejscu - odparłam głośno. - Wszystko dobrze, Persia?
Nie odpowiedziała mi. Westchnęłam i w milczeniu lecieliśmy dalej. Jednak od Persii bił taki niepokój, że niemal czułam go na sobie fizycznie. Nie miałam pojęcia czemu... W dole zaś zauważyłam jakiegoś patrzącego w naszą stronę ognistego smoka. Wydawał się być nami zainteresowany, a jak to bywa w naturze tych bestii, uwielbiają się wtrącać w nieswoje sprawy. I tak się stało - podleciał do nas, na dodatek wyjątkowo zainteresowany kotołaczką. Jej mina wyrażała tylko nienawiść, jakby za dobrze znała tego smoka... Udało mi się dostrzec, że smok ma tylko jedno oko.
Niespodziewanie kłapnął zębiskami tuż przy ramieniu Persii i zaczął zachowywać się agresywnie. Natychmiast zareagowałam.
- Amon, pokieruj chwilę Arbeliala - rzuciłam i zeskoczyłam ze swojego czorta.
Pochwyciłam wiatr w pióra i szybko poszybowałam ku górze jako gryf. Odciągnęłam jeszcze bardziej rozjuszonego smoka od towarzyszki i zepchnęłam go poniżej naszego szyku. Z donośnym skrzekiem zapikowałam wprost na niego i zaczęliśmy się szarpać. Nigdy nie spotkałam się z taką furią u smoka... Myślałam, że zaraz z przepływu agresji zacznie atakować sam siebie, gdy tylko ze mną skończy. Odpierając jego ataki, widziałam, że nie ma sensu próbować nawet go uspokajać, dlatego dopuściłam się do ostateczności i wydziobałam mu drugie ślepię. Smok zaczął nagle zachowywać się tak nienaturalnie, rzucał łbem na wszystkie strony, ział ogniem, nie panował nawet nad lotem, jego łapy machały we wszystkich kierunkach, ryczał jak opętany... Drapnęłam go szponem w pysk i doleciałam do reszty, po czym dosiadłam z powrotem Arbeliala, nie spuszczając oka z szalonego ognistego potwora.
- Rozumiesz, co on wyrykuje? - rzuciłam do równie przejętej tym wszystkim Persii.
<Persia, Amon?>
Lecieliśmy dłuższy czas nad parującą gorącem sferą i musiałam aż podwinąć lekko koszulkę, by nie spływał po mnie pot jak rzeka. W trakcie Persia rozmawiała z Hetaverem przez jakiś moment, lecz nic nie zdołałam zrozumieć, jako że mówili w smoczym języku. Muszę skoczyć kiedyś do Oliry, by mnie poduczyła, żebym mogła lepiej rozumieć grymaszenie Arbeliala... Noringhan doskonale dotrzymywał nam tempa, to aż niesamowite, że tak młody smok tak świetnie opanował technikę lotu. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się przyjaźnie, lecz ten mimowolnie się speszył, co pokazał przez lekkie uchylenie głowy i odwrócenie wzroku. Po chwili jednak spojrzał na mnie pełnymi smutku oczami. Musiał mocno przeżywać śmierć rodziców...
Nie tylko Nori był w złym humorze. Gdy spojrzałam na Persię, ona również zdawała się przytłoczona.
- Daleko jeszcze, Kamaiji? - zawołała do mnie, kryjąc pysk w łuskach Hetavera.
- Przelecieliśmy już większą część ignisfery, za niedługo powinniśmy być na miejscu - odparłam głośno. - Wszystko dobrze, Persia?
Nie odpowiedziała mi. Westchnęłam i w milczeniu lecieliśmy dalej. Jednak od Persii bił taki niepokój, że niemal czułam go na sobie fizycznie. Nie miałam pojęcia czemu... W dole zaś zauważyłam jakiegoś patrzącego w naszą stronę ognistego smoka. Wydawał się być nami zainteresowany, a jak to bywa w naturze tych bestii, uwielbiają się wtrącać w nieswoje sprawy. I tak się stało - podleciał do nas, na dodatek wyjątkowo zainteresowany kotołaczką. Jej mina wyrażała tylko nienawiść, jakby za dobrze znała tego smoka... Udało mi się dostrzec, że smok ma tylko jedno oko.
Niespodziewanie kłapnął zębiskami tuż przy ramieniu Persii i zaczął zachowywać się agresywnie. Natychmiast zareagowałam.
- Amon, pokieruj chwilę Arbeliala - rzuciłam i zeskoczyłam ze swojego czorta.
Pochwyciłam wiatr w pióra i szybko poszybowałam ku górze jako gryf. Odciągnęłam jeszcze bardziej rozjuszonego smoka od towarzyszki i zepchnęłam go poniżej naszego szyku. Z donośnym skrzekiem zapikowałam wprost na niego i zaczęliśmy się szarpać. Nigdy nie spotkałam się z taką furią u smoka... Myślałam, że zaraz z przepływu agresji zacznie atakować sam siebie, gdy tylko ze mną skończy. Odpierając jego ataki, widziałam, że nie ma sensu próbować nawet go uspokajać, dlatego dopuściłam się do ostateczności i wydziobałam mu drugie ślepię. Smok zaczął nagle zachowywać się tak nienaturalnie, rzucał łbem na wszystkie strony, ział ogniem, nie panował nawet nad lotem, jego łapy machały we wszystkich kierunkach, ryczał jak opętany... Drapnęłam go szponem w pysk i doleciałam do reszty, po czym dosiadłam z powrotem Arbeliala, nie spuszczając oka z szalonego ognistego potwora.
- Rozumiesz, co on wyrykuje? - rzuciłam do równie przejętej tym wszystkim Persii.
<Persia, Amon?>
piątek, 5 sierpnia 2016
RP: Kamaiji do Persii i Amona
Prułam przez gęstwiny szukając z powrotem Hetavera. Zajęło mi z 20 minut samo dotarcie do jego nory na tych miniaturowych skrzydełkach, lecz go tam nie było. Gdzie mógł być?
Rozejrzałam się po okolicy, próbując jako wilk go wywęszyć i złapałam trop. Pobiegłam szybko jego śladem i usłyszałam odgłosy zażartej walki. Musieli po niego wrócić z posiłkami... Cholera jasna! Popędziłam jak spuszczona ze smyczy i dotarłam wreszcie do źródła dźwięków, lecz było już tak naprawdę po wszystkim. Całe szczęście, Hetaver wygrał, lecz nagle schylił się ku czemuś... Podreptałam do niego.
- Hetaverze! Wszystko gra? - spytałam smoka. Kiedy podeszłam, dostrzegłam małego nocarza u jego stóp. Wyglądał już na podrostka.
Starzec zdziwił się moim widokiem.
- Nie powinno ciebie być przy twoich przyjaciołach? - spytał mnie.
- Musiałam przybyć do ciebie w pewnej sprawie. Czy mógłbyś nam jeszcze pomóc?
- Oczywiście! - odparł bez namysłu. - W czymże potrzebujecie pomocy?
- Dałbyś radę przenieść kogoś z nas i małe smoki nad ignisferą do mojego domu w diablosferze? Ja i Arbelial wskażemy drogę.
- Dobrze. Więc prowadź teraz do swoich przyjaciół.
- A co z tym malcem? - spytałam, wskazując na smoczątko, które z nim było.
Hetaver nagle posmutniał.
- Stracił rodziców. Nazywa się Noringhan... Biedaczek nie chce zostawać sam.
Serce mi mocno zabiło współczuciem i nienawiścią. Jak mogli odebrać takiemu malcowi rodzicieli... Przykucnęłam przy nocarzu w ludzkiej postaci i pogłaskałam go po głowie (był wielkości owczarka niemieckiego), a ten ze smutnym pomrukiem i opuszczonymi uszami wtulił się we mnie.
- Noringhan... - szepnęłam. - Zaopiekuję się tobą. Chodź z nami, maluchu...
W trójkę przebrnęliśmy przez las najszybciej jak się da, aż wreszcie dotarliśmy do reszty grupy. Oczywiście, napotkałam również spojrzenia pełne wyrzutów.
- Dłużej się nie dało? - burknęła Persia.
- I kolejny smok... - rzucił Amon, dla którego to już było chyba za wiele na jeden dzień.
- Nie marudźcie i niech jedno z was wsiada na Arbeliala ze mną, a drugie na Hetavera ze smokami - kazałam.
Tak oto wzbiliśmy się w powietrze, ja i Amon na moim czorcie, a Persia z Kirmathaną i Sabbe na smoczym starcu. Noringhan już umiał latać, więc tylko dopełnił szyku. Czekał nas długi lot...
<Persia, Amon?>
Rozejrzałam się po okolicy, próbując jako wilk go wywęszyć i złapałam trop. Pobiegłam szybko jego śladem i usłyszałam odgłosy zażartej walki. Musieli po niego wrócić z posiłkami... Cholera jasna! Popędziłam jak spuszczona ze smyczy i dotarłam wreszcie do źródła dźwięków, lecz było już tak naprawdę po wszystkim. Całe szczęście, Hetaver wygrał, lecz nagle schylił się ku czemuś... Podreptałam do niego.
- Hetaverze! Wszystko gra? - spytałam smoka. Kiedy podeszłam, dostrzegłam małego nocarza u jego stóp. Wyglądał już na podrostka.
Starzec zdziwił się moim widokiem.
- Nie powinno ciebie być przy twoich przyjaciołach? - spytał mnie.
- Musiałam przybyć do ciebie w pewnej sprawie. Czy mógłbyś nam jeszcze pomóc?
- Oczywiście! - odparł bez namysłu. - W czymże potrzebujecie pomocy?
- Dałbyś radę przenieść kogoś z nas i małe smoki nad ignisferą do mojego domu w diablosferze? Ja i Arbelial wskażemy drogę.
- Dobrze. Więc prowadź teraz do swoich przyjaciół.
- A co z tym malcem? - spytałam, wskazując na smoczątko, które z nim było.
Hetaver nagle posmutniał.
- Stracił rodziców. Nazywa się Noringhan... Biedaczek nie chce zostawać sam.
Serce mi mocno zabiło współczuciem i nienawiścią. Jak mogli odebrać takiemu malcowi rodzicieli... Przykucnęłam przy nocarzu w ludzkiej postaci i pogłaskałam go po głowie (był wielkości owczarka niemieckiego), a ten ze smutnym pomrukiem i opuszczonymi uszami wtulił się we mnie.
- Noringhan... - szepnęłam. - Zaopiekuję się tobą. Chodź z nami, maluchu...
W trójkę przebrnęliśmy przez las najszybciej jak się da, aż wreszcie dotarliśmy do reszty grupy. Oczywiście, napotkałam również spojrzenia pełne wyrzutów.
- Dłużej się nie dało? - burknęła Persia.
- I kolejny smok... - rzucił Amon, dla którego to już było chyba za wiele na jeden dzień.
- Nie marudźcie i niech jedno z was wsiada na Arbeliala ze mną, a drugie na Hetavera ze smokami - kazałam.
Tak oto wzbiliśmy się w powietrze, ja i Amon na moim czorcie, a Persia z Kirmathaną i Sabbe na smoczym starcu. Noringhan już umiał latać, więc tylko dopełnił szyku. Czekał nas długi lot...
<Persia, Amon?>
RP: Kamaiji do Persii i Amona
Wpadłam na pomysł.
- Może spróbujemy jakoś dotrzeć do mojego domu? Będziemy musieli przejść przez całą ignisferę, ale może spytam o pomoc Hetavera, by przeniósł chociaż jedną osobę z maluchami, a cała reszta zabierze się na moim czorcie - zarzuciłam.
Pomyślałam również, że nauka fechtunku byłaby czymś naprawdę pożytecznym, a Amon wyglądał na takiego, co mógłby się na tym dobrze znać. Kiedy Kirmathana wspięła się na klingę miecza, a jej właściciel się o nią zatroszczył, aż mnie to rozbroiło, tak uroczo się zaczynali ze sobą oswajać... Widać było po nim, że będzie dobrym Hodowcą. Persia wydawała się być niemrawa, ale miałam wrażenie, że chyba zawsze taka bywa. Trochę zniesmaczyło mnie to, że nawet nie podziękowała Amonowi za opatrzenie ran, ale cóż... Czyjejś osobowości nie da się zmienić. A wiedziałam, że mimo takiego zamknięcia, kotołaczka jest dobrą osobą, dlatego przymknęłam w sporej mierze na to oko.
- U mnie w domu możemy pouczyć się od Amona fechtunku, a na tą chwilę mogę skoczyć sama po Hetavera, wtedy zostawię wam Arbeliala, a on pomoże wam się bronić przed ludźmi. Póki nie wrócę, wy tu na mnie poczekacie. Co wy na to? - spoglądałam na obojga pytająco.
<Amon, Persia? Sorki, że tak krótko, ale późno jest, a ja padnięta po próbie kapeli ;_;>
- Może spróbujemy jakoś dotrzeć do mojego domu? Będziemy musieli przejść przez całą ignisferę, ale może spytam o pomoc Hetavera, by przeniósł chociaż jedną osobę z maluchami, a cała reszta zabierze się na moim czorcie - zarzuciłam.
Pomyślałam również, że nauka fechtunku byłaby czymś naprawdę pożytecznym, a Amon wyglądał na takiego, co mógłby się na tym dobrze znać. Kiedy Kirmathana wspięła się na klingę miecza, a jej właściciel się o nią zatroszczył, aż mnie to rozbroiło, tak uroczo się zaczynali ze sobą oswajać... Widać było po nim, że będzie dobrym Hodowcą. Persia wydawała się być niemrawa, ale miałam wrażenie, że chyba zawsze taka bywa. Trochę zniesmaczyło mnie to, że nawet nie podziękowała Amonowi za opatrzenie ran, ale cóż... Czyjejś osobowości nie da się zmienić. A wiedziałam, że mimo takiego zamknięcia, kotołaczka jest dobrą osobą, dlatego przymknęłam w sporej mierze na to oko.
- U mnie w domu możemy pouczyć się od Amona fechtunku, a na tą chwilę mogę skoczyć sama po Hetavera, wtedy zostawię wam Arbeliala, a on pomoże wam się bronić przed ludźmi. Póki nie wrócę, wy tu na mnie poczekacie. Co wy na to? - spoglądałam na obojga pytająco.
<Amon, Persia? Sorki, że tak krótko, ale późno jest, a ja padnięta po próbie kapeli ;_;>
czwartek, 4 sierpnia 2016
RP: Kamaiji do Amona i Persii
Namyśliłam się chwilę.
- Możemy ją zanieść do jakiejś pobliskiej jaskini lub nory, może uda się nam umościć ją gdzieś w zacisznym miejscu pod korzeniami... - Sabbe zaczął pomrukiwać, a z jego pyszczka skapnął jad. Pogłaskałam go, by się trochę uspokoił i nie martwił tak mocno o właścicielkę. - Ciekawa rzecz, że wcześniej nie spotkałeś się z kotołakiem. Dla mnie to w miarę normalne... Oprócz Persii znam jeszcze Olirę, choć Oli jest bardziej energiczną i wesolutką osóbką... Wszyscy są tacy różni.
Cudem trafiliśmy gdzieś do leśnego zacisza umbrasfery niedaleko kamienistej plaży rozciągającej się wzdłuż Czarnych Wód. Tam się skryliśmy pod poskręcanymi korzeniami, które swoiście tworzyły niemal szałasy. Kiedy Amon położył Persię na ziemi i już chciał ją opatrywać, ta ocknęła się jeszcze pół przytomna. Kiedy Sabbe tylko to spostrzegł, cały rozradowany zaczął po niej skakać i wydawać radosne dźwięki. Arbelial był zażenowany, a Kirmathana przyglądała się wszystkiemu z ciekawością i w milczeniu.
- Wszystko w porządku, Pers? - spytałam khajitkę, szturchając ją lekko za ramię. - Jesteś przytomna?
<Amon, Persia?>
RP: Kamaiji do Amona i Persii
- Spokojnie, Amon. Bierz ten miecz - odparłam mu i nie rozumiałam, dlaczego tak mocno się tego wstydzi. - W tym świecie nie specjalnie chcielibyśmy takiego ożywieńca... dlatego raczej już nigdy nie zamachnie się tym ostrzem.
Brnęliśmy przez gęstwiny lasu w milczeniu, było cicho, choć w powietrzu unosił się srogi niepokój. Szliśmy dłuższy czas, Ar niezbyt lubił takie przechadzki i wolałby pewnie polatać, ale wiedział, że za bardzo zwracałby na siebie uwagę będąc w powietrzu. Nagle jednak usłyszałam jak ktoś biegnie i prawdopodobnie upada, a w powietrzu niósł się zapach krwi...
- Poczekaj - zatrzymałam towarzysza samej stając gwałtownie. - Sprawdzę co to było i zawołam cię, gdy będę pewna.
Amon się zgodził, więc razem ze swoim smokiem poszłam sprawdzić, skąd dochodził odgłos. Zauważyłam stromą skarpę, na której dnie widać było złoże kamieni, a na nim leżała kotołaczka z małym smokiem u boku, który ją aktualnie obwąchiwał i trącał nosem, by wstała. Domyśliłam się, że dziewczyna jest nową Hodowczynią, dlatego zawołałam mężczyznę, by tu przybył, jako że nie było niebezpiecznie.
Zeszliśmy wspólnie ostrożnie po skarpie i pierwszą reakcją smoczątka była agresja i chęć obrony właściciela. Przypomniałam sobie o owej osóbce... To była Persia i jej smok Sabbe, namawiałam ją z Olirą, by zaopiekowała się smoczym jajem i przekonała się do smoków mimo tragedii, jaka ją spotkała. Nagle jednak dziewczyna się ocuciła lekko, lecz nadal półprzytomna chyba nas pomyliła z wojskowymi... Uniosła ku górze sztylet i zaczęła nim machać.
- No dalej, dupki! - wymamrotała syczącym głosem. - Któryś z was podejdzie, a ręka, noga, mózg na... naaaaa... - i urwała, padając znów na kamienie.
Spojrzeliśmy po sobie z Amonem i wzruszyłam ramionami.
- Zgarnijmy ją może, co? Nie jest w najlepszym stanie, ale ją znam w miarę. W większej grupie będzie nam raźniej... - zaproponowałam.
<Amon, Persia? Dawaj do nas kobito, będzie fajnie XD>
Brnęliśmy przez gęstwiny lasu w milczeniu, było cicho, choć w powietrzu unosił się srogi niepokój. Szliśmy dłuższy czas, Ar niezbyt lubił takie przechadzki i wolałby pewnie polatać, ale wiedział, że za bardzo zwracałby na siebie uwagę będąc w powietrzu. Nagle jednak usłyszałam jak ktoś biegnie i prawdopodobnie upada, a w powietrzu niósł się zapach krwi...
- Poczekaj - zatrzymałam towarzysza samej stając gwałtownie. - Sprawdzę co to było i zawołam cię, gdy będę pewna.
Amon się zgodził, więc razem ze swoim smokiem poszłam sprawdzić, skąd dochodził odgłos. Zauważyłam stromą skarpę, na której dnie widać było złoże kamieni, a na nim leżała kotołaczka z małym smokiem u boku, który ją aktualnie obwąchiwał i trącał nosem, by wstała. Domyśliłam się, że dziewczyna jest nową Hodowczynią, dlatego zawołałam mężczyznę, by tu przybył, jako że nie było niebezpiecznie.
Zeszliśmy wspólnie ostrożnie po skarpie i pierwszą reakcją smoczątka była agresja i chęć obrony właściciela. Przypomniałam sobie o owej osóbce... To była Persia i jej smok Sabbe, namawiałam ją z Olirą, by zaopiekowała się smoczym jajem i przekonała się do smoków mimo tragedii, jaka ją spotkała. Nagle jednak dziewczyna się ocuciła lekko, lecz nadal półprzytomna chyba nas pomyliła z wojskowymi... Uniosła ku górze sztylet i zaczęła nim machać.
- No dalej, dupki! - wymamrotała syczącym głosem. - Któryś z was podejdzie, a ręka, noga, mózg na... naaaaa... - i urwała, padając znów na kamienie.
Spojrzeliśmy po sobie z Amonem i wzruszyłam ramionami.
- Zgarnijmy ją może, co? Nie jest w najlepszym stanie, ale ją znam w miarę. W większej grupie będzie nam raźniej... - zaproponowałam.
<Amon, Persia? Dawaj do nas kobito, będzie fajnie XD>
wtorek, 2 sierpnia 2016
RP: Kamaiji do Amona
Zaśmiałam się z niego i małego smoka, który pełzał mu pod płaszczem niczym wąż.
- Pewnie chce poznać dokładnie twój zapach - stwierdziłam. Hetaver stojący za mną uśmiechnął się i niczym poczciwy staruszek mruknął zadowolony, jakby dumny z przybycia na świat nowego pokolenia.
W pewnym momencie mały smok wychylił główkę przez kołnierz płaszcza Hodowcy i spojrzał na niego wielkimi, pustymi, choć przepełnionymi życiem ślepiami. Wykorzystałam moment i wyciągnęłam go za szyję, po czym położyłam sobie jak małe dziecko na ramionach. Wiercił się i nie był szczęśliwy z tego powodu, lecz ta pozycja pozwoliła mi sprawdzić łatwo płeć malucha. Rozchyliłam palcami nieco jego otwór na podbrzusiu między tylnymi łapami, w którym były skryte nierozwinięte jeszcze smocze żeńskie genitalia. Spojrzałam na Amona.
- To dziewczynka - uznałam i przekazałam ją mu. - Teraz masz czas na zastanowienie, jak chcesz ją nazwać. W tym czasie skryjmy się gdzieś - zaproponowałam.
<Amon?>
- Pewnie chce poznać dokładnie twój zapach - stwierdziłam. Hetaver stojący za mną uśmiechnął się i niczym poczciwy staruszek mruknął zadowolony, jakby dumny z przybycia na świat nowego pokolenia.
W pewnym momencie mały smok wychylił główkę przez kołnierz płaszcza Hodowcy i spojrzał na niego wielkimi, pustymi, choć przepełnionymi życiem ślepiami. Wykorzystałam moment i wyciągnęłam go za szyję, po czym położyłam sobie jak małe dziecko na ramionach. Wiercił się i nie był szczęśliwy z tego powodu, lecz ta pozycja pozwoliła mi sprawdzić łatwo płeć malucha. Rozchyliłam palcami nieco jego otwór na podbrzusiu między tylnymi łapami, w którym były skryte nierozwinięte jeszcze smocze żeńskie genitalia. Spojrzałam na Amona.
- To dziewczynka - uznałam i przekazałam ją mu. - Teraz masz czas na zastanowienie, jak chcesz ją nazwać. W tym czasie skryjmy się gdzieś - zaproponowałam.
<Amon?>
RP: Kamaiji do Amona
Długimi ciosami odrzuciłam jednego wojskowego w stronę jego wycofujących się kolegów i zatrąbiłam głośno. Hetaver i Arbelial, choć ranni, byli bardzo mocno nabuzowani i magia wręcz ściekała im z pysków zmieszana ze śliną. Podbiegłam do nich w ludzkiej formie i sprawdziłam, czy wszystko z nimi w porządku. Miałam przy sobie kawałek mięsa na nagrody dla mojego czorta, więc poczęstowałam obydwa smoki.
- Dawno ciebie zaatakowali? - spytałam Hetavera.
- Nie, jakieś kilka minut przed waszym przybyciem - odparł i wytarł łapą pysk z krwi. - Dziwi mnie tak duża ilość tych dziwnych ludzi... Zawsze tu było tak pięknie, a teraz!...
Pogłaskałam go po szyji. Nie był przystosowany do bitewnych warunków, zazwyczaj przesiadywał w swojej ciemnej norze pod konarami drzewa, a teraz musiał walczyć o przetrwanie i własne terytorium. Zaklęłam pod nosem.
Zauważyłam Amona, który właśnie szedł w naszą stronę. Dziwiło mnie, że czegoś nie zauważył... ale coś w jego torbie zaczęło się ruszać.
- Amonie! Wszystko w porządku? - zawołałam gdy był już dość blisko. - Sprawdź torbę z jajem!
<Amon?>
- Dawno ciebie zaatakowali? - spytałam Hetavera.
- Nie, jakieś kilka minut przed waszym przybyciem - odparł i wytarł łapą pysk z krwi. - Dziwi mnie tak duża ilość tych dziwnych ludzi... Zawsze tu było tak pięknie, a teraz!...
Pogłaskałam go po szyji. Nie był przystosowany do bitewnych warunków, zazwyczaj przesiadywał w swojej ciemnej norze pod konarami drzewa, a teraz musiał walczyć o przetrwanie i własne terytorium. Zaklęłam pod nosem.
Zauważyłam Amona, który właśnie szedł w naszą stronę. Dziwiło mnie, że czegoś nie zauważył... ale coś w jego torbie zaczęło się ruszać.
- Amonie! Wszystko w porządku? - zawołałam gdy był już dość blisko. - Sprawdź torbę z jajem!
<Amon?>
RP: Kamaiji do Amona
Kamień spadł mi z serca gdy usłyszałam jaką decyzję podjął.
- Teraz podjedziemy do pewnego smoka. Jest całkiem stary, bardzo inteligentny, ale po prostu martwię się o niego. Trzymaj się mocno!
Ruszyliśmy galopem przez wysuszony las, a gałęzie co chwila haczyły o moją grzywę i oczy, co było niezbyt przyjemne. Pieprzony szczęściarz, przynajmniej tyłek mu wożę, a ten by pewnie jeszcze narzekał...
Dotarliśmy do mulistej rzeki, wzdłuż której musiałam pobiec by dotrzeć do Hetavera. Zazwyczaj była czarna jak smoła przez rośliny w niej rosnące, lecz teraz barwiła się na czerwono... Czy naprawdę musi lać się aż tyle krwi na tych cudownych ziemiach? Otrząsnęłam się i przyśpieszyłam by jak najszybciej dotrzeć do smoczego starca.
Byliśmy tam w kilka minut i byliśmy świadkami, jak Hetaver właśnie walczy z pomocą mojego smoka przeciwko wojskowym. Kazałam Amonowi ze mnie zsiąść, po czym przemówiłam do niego.
- Masz szansę się wykazać. Pokaż na co cię stać, Hodowco! - po czym zaszarżowałam na wroga, w trakcie zmieniając postać na słoniową.
<Amon?>
- Teraz podjedziemy do pewnego smoka. Jest całkiem stary, bardzo inteligentny, ale po prostu martwię się o niego. Trzymaj się mocno!
Ruszyliśmy galopem przez wysuszony las, a gałęzie co chwila haczyły o moją grzywę i oczy, co było niezbyt przyjemne. Pieprzony szczęściarz, przynajmniej tyłek mu wożę, a ten by pewnie jeszcze narzekał...
Dotarliśmy do mulistej rzeki, wzdłuż której musiałam pobiec by dotrzeć do Hetavera. Zazwyczaj była czarna jak smoła przez rośliny w niej rosnące, lecz teraz barwiła się na czerwono... Czy naprawdę musi lać się aż tyle krwi na tych cudownych ziemiach? Otrząsnęłam się i przyśpieszyłam by jak najszybciej dotrzeć do smoczego starca.
Byliśmy tam w kilka minut i byliśmy świadkami, jak Hetaver właśnie walczy z pomocą mojego smoka przeciwko wojskowym. Kazałam Amonowi ze mnie zsiąść, po czym przemówiłam do niego.
- Masz szansę się wykazać. Pokaż na co cię stać, Hodowco! - po czym zaszarżowałam na wroga, w trakcie zmieniając postać na słoniową.
<Amon?>
RP: Kamaiji do Amona
- Uspokój się, Amonie! - ofuknęłam go. - Normalnie ta wyspa jest oazą spokoju, teraz ludzie po prostu zupełnym przypadkiem dowiedzieli się o jej istnieniu. Ar! - zawołałam smoka. - Załatw paru i wracaj jak najszybciej, my będziemy ukrywać się w lesie!
Smok posłusznie poszedł szerzyć swoje małe piekło, a ja, nim facet zdołał w ogóle zaprotestować, zmieniłam się w klacz, zarzuciwszy łbem wrzuciłam go sobie na grzbiet i czmychnęliśmy z powrotem w las, tym razem w kierunku nocosfery. Chciałam sprawdzić, czy Hetaver dobrze się miewa... Amon bardzo niezadowolony bił mnie pięścią w bok, czym mnie mocno wkurzył, więc stanęłam dęba i cały balast ze mnie zleciał.
- Co ty odpierdalasz! - wydarł się na mnie.
- Ratuję ci życie, durniu - wyjaśniłam spokojnym jak na tą sytuację głosem. Zarzuciłam grzywą. - Nie przedstawiłam się w końcu. Jestem Kamaiji. Pokażesz mi to jajo?
Blondyn pokazał mi swoje znalezisko, a ja uśmiechnęłam się. Nie musiałam nawet chwili się zastanawiać.
- Zgadza się... To smocze jajo - jakoś dziwnie rozjaśnił mi się dzień. - Musisz go chronić. To, co się z niego wykluje, będzie twoim wiernym kompanem do końca życia, jak go dobrze wychowasz.
Amon zdawał się być mocno roztargniony i nie ogarniał wszystkiego na bieżąco, więc stanęłam do niego bokiem i zaprosiłam na grzbiet.
- Wsiadaj, jeśli chcesz być jednym z Hodowców. Wybór teraz należy do ciebie, czy chcesz walczyć za wyspę z własnym smokiem u boku, czy doprowadzić do jej zagłady razem z tymi chciwymi gnojami.
<Amon?>
Smok posłusznie poszedł szerzyć swoje małe piekło, a ja, nim facet zdołał w ogóle zaprotestować, zmieniłam się w klacz, zarzuciwszy łbem wrzuciłam go sobie na grzbiet i czmychnęliśmy z powrotem w las, tym razem w kierunku nocosfery. Chciałam sprawdzić, czy Hetaver dobrze się miewa... Amon bardzo niezadowolony bił mnie pięścią w bok, czym mnie mocno wkurzył, więc stanęłam dęba i cały balast ze mnie zleciał.
- Co ty odpierdalasz! - wydarł się na mnie.
- Ratuję ci życie, durniu - wyjaśniłam spokojnym jak na tą sytuację głosem. Zarzuciłam grzywą. - Nie przedstawiłam się w końcu. Jestem Kamaiji. Pokażesz mi to jajo?
Blondyn pokazał mi swoje znalezisko, a ja uśmiechnęłam się. Nie musiałam nawet chwili się zastanawiać.
- Zgadza się... To smocze jajo - jakoś dziwnie rozjaśnił mi się dzień. - Musisz go chronić. To, co się z niego wykluje, będzie twoim wiernym kompanem do końca życia, jak go dobrze wychowasz.
Amon zdawał się być mocno roztargniony i nie ogarniał wszystkiego na bieżąco, więc stanęłam do niego bokiem i zaprosiłam na grzbiet.
- Wsiadaj, jeśli chcesz być jednym z Hodowców. Wybór teraz należy do ciebie, czy chcesz walczyć za wyspę z własnym smokiem u boku, czy doprowadzić do jej zagłady razem z tymi chciwymi gnojami.
<Amon?>
RP: Kamaiji do Amona
Nie byłam w stanie powstrzymać tego całego harmidru. Arbelial miotał czarami jak tylko mógł, wszędzie fruwały jego demony mordujące intruzów, a ludziom objawiały się personifikacje ich najcięższych grzechów. Wreszcie stwierdziłam, że to wszystko nie ma sensu i polecieliśmy nad ignisferą najszybszym skrótem do sfery cienia, gdzie chcieliśmy znaleźć schronienie wśród gęstwiny.
Smok wylądował w miejscu, gdzie jeszcze dało się przedrzeć przez posplatane ze sobą gałęzie wysuszonych drzew, po czym otrzepał się z badyli i złożył skrzydła. Dałam odpocząć jego plecom używając wreszcie własnych nóg do poruszania się po świecie i poszliśmy wgłąb przemierzonego przeze mnie wzdłuż i w szerz lasu umbrasfery. Kilka minut szliśmy w ciszy, aż nagle w oddali usłyszałam trzy strzały. Kolejni idioci mordują smoki? W dodatku cieniste, te najcichsze i chyba najwspanialsze rozumne istoty... Aż mi się gardło ścisnęło.
- Ar, leć zobacz co tam się dzieje z góry - popędziłam bestię, a ten posłusznie wzbił się sam w powietrze. Ja jako szara wiewiórka pobiegłam w stronę oddanych strzałów.
Na miejscu zastałam zdziwienie. Jeden człowiek leżał bez głowy, a drugi miał trzy kule w piersi... Moje rozkminy z tym związane miały już pójść w najdziwniejszych kierunkach, typu cienisty smok Rambo paraduje z pistoletem i zabija ludzi, ale w porę wyczułam świeże ślady. Ponieważ ową scenę napotkałam na brzegu lasu, była tutaj niezła widoczność, a w dali paradowali jeszcze inni intruzi, dlatego zapewne sprawca tego wydarzenia musiał po prostu uciec. Na moje analizy odpowiedział ryk Arbeliala, który chciał mnie o czymś chyba poinformować...
Na wszelki wypadek objawiłam się w postaci czarnej pumy, gdyby miało to być jakieś zagrożenie, ale zamiast tego czort przyniósł mi za fraki młodego długowłosego mężczyznę ze sporym pakunkiem przy sobie. Przed chwilą jeszcze najeżona, teraz bardziej czujna, rozejrzałam się i w końcu przyjrzałam nowej osobie.
- Kim jesteś? - spytałam go. - Co masz przy sobie? Nie bój się mnie, jestem tylko Hodowcą, a ten smok należy do mnie - fuknęłam na Arbela. - Puszczaj go i daj mu mówić!
Dla komfortu rozmówcy stałam się na jego oczach człowiekiem.
<Amon?>
Smok wylądował w miejscu, gdzie jeszcze dało się przedrzeć przez posplatane ze sobą gałęzie wysuszonych drzew, po czym otrzepał się z badyli i złożył skrzydła. Dałam odpocząć jego plecom używając wreszcie własnych nóg do poruszania się po świecie i poszliśmy wgłąb przemierzonego przeze mnie wzdłuż i w szerz lasu umbrasfery. Kilka minut szliśmy w ciszy, aż nagle w oddali usłyszałam trzy strzały. Kolejni idioci mordują smoki? W dodatku cieniste, te najcichsze i chyba najwspanialsze rozumne istoty... Aż mi się gardło ścisnęło.
- Ar, leć zobacz co tam się dzieje z góry - popędziłam bestię, a ten posłusznie wzbił się sam w powietrze. Ja jako szara wiewiórka pobiegłam w stronę oddanych strzałów.
Na miejscu zastałam zdziwienie. Jeden człowiek leżał bez głowy, a drugi miał trzy kule w piersi... Moje rozkminy z tym związane miały już pójść w najdziwniejszych kierunkach, typu cienisty smok Rambo paraduje z pistoletem i zabija ludzi, ale w porę wyczułam świeże ślady. Ponieważ ową scenę napotkałam na brzegu lasu, była tutaj niezła widoczność, a w dali paradowali jeszcze inni intruzi, dlatego zapewne sprawca tego wydarzenia musiał po prostu uciec. Na moje analizy odpowiedział ryk Arbeliala, który chciał mnie o czymś chyba poinformować...
Na wszelki wypadek objawiłam się w postaci czarnej pumy, gdyby miało to być jakieś zagrożenie, ale zamiast tego czort przyniósł mi za fraki młodego długowłosego mężczyznę ze sporym pakunkiem przy sobie. Przed chwilą jeszcze najeżona, teraz bardziej czujna, rozejrzałam się i w końcu przyjrzałam nowej osobie.
- Kim jesteś? - spytałam go. - Co masz przy sobie? Nie bój się mnie, jestem tylko Hodowcą, a ten smok należy do mnie - fuknęłam na Arbela. - Puszczaj go i daj mu mówić!
Dla komfortu rozmówcy stałam się na jego oczach człowiekiem.
<Amon?>
niedziela, 24 lipca 2016
RP: Kamaiji do Oliry
Obudziłyśmy się i słyszałyśmy, że smoki dalej grasują, tym razem na zewnątrz. Astra uczyła Arbeliala jak się bawić "po łagodnemu", a ten chyba nie do końca rozumiał o co jej chodzi (w końcu bez krwi i latających koźlich kończyn nie ma zabawy......). Pokazywała mu smoczą grę w berka, gdzie szturchnięcie ogonem było liczone jako zmianę goniącego. Dlatego smoczyca dotykała pleców swojego kompana swoim futrzastym, kolorowym ogonem i próbowała uciekać, lecz ten patrzył na nią z ukosa jakby to była jakaś czarna magia. Trudno nie było odczytywać z jej pyska zarzenowania i irytacji...
Na śniadanie zjadłyśmy trochę kanapek i poszłyśmy potem na wzgórze Mondiris poobserwować piękne, skittlesowe widoki. W trakcie jednak zauważyłyśmy dziwne zachowanie u smoczycy Oliry... Ciągle szukała jakiegoś miejsca w ziemi, węszyła i drapała. Wyraźnie było widać, że w dolnej części jej brzucha coś urosło. Czyżby...?
- Olira, czy ona przypadkiem nie szuka miejsca do chowu jaja? - spytałam się.
Ona spojrzała na mnie wielce zaskoczona, a z drugiej strony jakby też się tego domyślała.
- Zabierzmy ją do mnie, gdzie ma legowisko - zaproponowała i zaprowadziłyśmy bestie do niej.
Na miejscu Astra natychmiast zwinęła się w kłębek i spięła wszystkie mięśnie. Na miękkim łożysku z kolorowych traw i poduszek z czasem wylądował owalny przedmiot... Smoczyca nie chciała nam tego pokazać w pierwszej chwili, lecz gdy Arbelial podszedł zobaczyć, odsłoniła mu... jajo!
- To niesamowite! - westchęłam półszeptem z wrażenia. - To chyba oznacza, że w Hodowli pojawi się nowa rasa!
- No... To będzie super! - wykrzyknęła radośnie Oli.
- Poczekajmy tylko do wyklucia jaja - uśmiechnęłam się, lecz mina mi delikatnie zrzedła, gdy zdałam sobie z czegoś sprawę. - Tylko że tęcza i piekło nie łączy się ze sobą idealnie... Pisklę będzie miało wadę genetyczną.
- Ale raczej przeżyje jakiś czas?
- Powinno, bo nie jest to sprzeczne połączenie, ale... A zresztą! - machnęłam ręką i uśmiechnęłam się optymistycznie. - Przywitamy nowego smoka w Hodowli!
<Olira?>
Na śniadanie zjadłyśmy trochę kanapek i poszłyśmy potem na wzgórze Mondiris poobserwować piękne, skittlesowe widoki. W trakcie jednak zauważyłyśmy dziwne zachowanie u smoczycy Oliry... Ciągle szukała jakiegoś miejsca w ziemi, węszyła i drapała. Wyraźnie było widać, że w dolnej części jej brzucha coś urosło. Czyżby...?
- Olira, czy ona przypadkiem nie szuka miejsca do chowu jaja? - spytałam się.
Ona spojrzała na mnie wielce zaskoczona, a z drugiej strony jakby też się tego domyślała.
- Zabierzmy ją do mnie, gdzie ma legowisko - zaproponowała i zaprowadziłyśmy bestie do niej.
Na miejscu Astra natychmiast zwinęła się w kłębek i spięła wszystkie mięśnie. Na miękkim łożysku z kolorowych traw i poduszek z czasem wylądował owalny przedmiot... Smoczyca nie chciała nam tego pokazać w pierwszej chwili, lecz gdy Arbelial podszedł zobaczyć, odsłoniła mu... jajo!
- To niesamowite! - westchęłam półszeptem z wrażenia. - To chyba oznacza, że w Hodowli pojawi się nowa rasa!
- No... To będzie super! - wykrzyknęła radośnie Oli.
- Poczekajmy tylko do wyklucia jaja - uśmiechnęłam się, lecz mina mi delikatnie zrzedła, gdy zdałam sobie z czegoś sprawę. - Tylko że tęcza i piekło nie łączy się ze sobą idealnie... Pisklę będzie miało wadę genetyczną.
- Ale raczej przeżyje jakiś czas?
- Powinno, bo nie jest to sprzeczne połączenie, ale... A zresztą! - machnęłam ręką i uśmiechnęłam się optymistycznie. - Przywitamy nowego smoka w Hodowli!
<Olira?>
niedziela, 3 lipca 2016
RP Kamaiji: wykonywanie prac
Siedziba Moriahomicida:
Siedziałam przy swoim biurku i zaskakiwał mnie brak przestępców. Arbelial nic mi nie donosił o żadnych opryszkach, było tak cicho i spokojnie... Postanowiłam więc połazić i zobaczyć co się dzieje wokół.
Wyszłam ze swojej siedziby i odetchnęłam nieświerzym, stęchłym powietrzem moriasfery. Cóż za... cudowny dzień. Mój smok akurat w tej chwili obwąchiwał jakieś gnijące ptasie ciało na ziemi, lecz zniesmaczył się i prychnął, rzucając mi spojrzenie jakbym była temu winna.
- No i co się gapisz? - spytałam wzruszając ramionami.
Smok tylko sapnął i zaprosił mnie na grzbiet. Westchnęłam i zajęłam swoje miejsce, po czym polecieliśmy w górę.
Praca jako rekrutant:
Szybowaliśmy wysoko po niebie i nie widzieliśmy żywej duszy poza jakimiś dzikimi smokami, które w większości wolno się przechadzały i zajmowały własnymi sprawami, niektóre toczyły walki. Postanowiliśmy odwiedzić Hetavera, bo na pewno miał coś ciekawego do powiedzenia o podróżnych.
Dolecieliśmy na granicę umbra- i nocosfery, gdzie ów Hetaver pomieszkiwał. W kociej formie zeskoczyłam zgrabnie z grzbietu Arbeliala, po czym podeszłam cichutko do otworu jamy smoka. Usiadłam u wlotu i zamiauczałam przeciągle. Stara bestia wychyliła się.
- Witaj, kocie - zagadnął. - Czegóż to chcesz?
- Chciałam spytać, czy nie przechodzili tędy jacyś ludzie chętni by dołączyć do Hodowli?
Smok zastanowił się.
- Nie przypominam sobie nikogo, przykro mi.
Westchnęłam, miauknęłam na pożegnanie i znów jako człowiek wdrapałam się na czorta. Ten otrzepał się i poleciał w górę.
Praca jako nauczyciel:
Wróciliśmy do domu, gdzie czekałam aż ktokolwiek przyjdzie spytać się o jakieś szczegóły związane z Hodowlą. Futro Arbeliala grzało mi bose stopy, w tle leciał mój ulubiony kawałek Arch Enemy - Under black flags we march, sączyłam herbatkę i mrucząc z przyjemności zastanawiałam się, kto może zapukać do moich drzwi... Może Leo, albo Kier? A może Eranwel? Któryś z ekipy Slyboots_Pengui też byłby mile widziany... Nawet Olira, chociaż sama zna tą Hodowlę na wylot!
Siedziałam przy swoim biurku i zaskakiwał mnie brak przestępców. Arbelial nic mi nie donosił o żadnych opryszkach, było tak cicho i spokojnie... Postanowiłam więc połazić i zobaczyć co się dzieje wokół.
Wyszłam ze swojej siedziby i odetchnęłam nieświerzym, stęchłym powietrzem moriasfery. Cóż za... cudowny dzień. Mój smok akurat w tej chwili obwąchiwał jakieś gnijące ptasie ciało na ziemi, lecz zniesmaczył się i prychnął, rzucając mi spojrzenie jakbym była temu winna.
- No i co się gapisz? - spytałam wzruszając ramionami.
Smok tylko sapnął i zaprosił mnie na grzbiet. Westchnęłam i zajęłam swoje miejsce, po czym polecieliśmy w górę.
Praca jako rekrutant:
Szybowaliśmy wysoko po niebie i nie widzieliśmy żywej duszy poza jakimiś dzikimi smokami, które w większości wolno się przechadzały i zajmowały własnymi sprawami, niektóre toczyły walki. Postanowiliśmy odwiedzić Hetavera, bo na pewno miał coś ciekawego do powiedzenia o podróżnych.
Dolecieliśmy na granicę umbra- i nocosfery, gdzie ów Hetaver pomieszkiwał. W kociej formie zeskoczyłam zgrabnie z grzbietu Arbeliala, po czym podeszłam cichutko do otworu jamy smoka. Usiadłam u wlotu i zamiauczałam przeciągle. Stara bestia wychyliła się.
- Witaj, kocie - zagadnął. - Czegóż to chcesz?
- Chciałam spytać, czy nie przechodzili tędy jacyś ludzie chętni by dołączyć do Hodowli?
Smok zastanowił się.
- Nie przypominam sobie nikogo, przykro mi.
Westchnęłam, miauknęłam na pożegnanie i znów jako człowiek wdrapałam się na czorta. Ten otrzepał się i poleciał w górę.
Praca jako nauczyciel:
Wróciliśmy do domu, gdzie czekałam aż ktokolwiek przyjdzie spytać się o jakieś szczegóły związane z Hodowlą. Futro Arbeliala grzało mi bose stopy, w tle leciał mój ulubiony kawałek Arch Enemy - Under black flags we march, sączyłam herbatkę i mrucząc z przyjemności zastanawiałam się, kto może zapukać do moich drzwi... Może Leo, albo Kier? A może Eranwel? Któryś z ekipy Slyboots_Pengui też byłby mile widziany... Nawet Olira, chociaż sama zna tą Hodowlę na wylot!
Ma ktoś jakieś pytania dotyczące Hodowli i jej funkcjonowania?
RP: Kamaiji do Oliry
- Nie sądzę, żeby przeszkadzało mi to aż tak - zaśmiałam się, choć nie wiedziałam czego tak naprawdę się spodziewać po mieszkance irisfery, gdzie tam wszystko jest takie słodkie i kolorowe.
W oddali nagle udało nam się usłyszeć stęskniony ryk smoka. Olira najwyraźniej go rozpoznała i wybiegła na chwilę na zewnątrz mojego mieszkania. Również zerknęłam o co chodzi, a na niebie dostrzegłam błękitną smoczycę tęczy, która lewitując rozglądała się na wszystkie strony i wyraźnie zmartwionym spojrzeniem skanowała otoczenie. Kotołaczka widząc smoka zagwizdała na palcach i zaczęła podskakiwać z rękoma w górze.
- Astra! - zawołała. - Tutaj! Chodź tutaj!
Astra zwróciła się ku nam i wielce uradowana z zawrotną prędkością wleciała we właścicielkę i zaczęła lizać ją po pyszczku szorstkim językiem. Smoczyca szczęśliwa mruczała i przytulała Olirę jakby nie widziała jej latami, a minęło zaledwie kilka dni. Z uśmiechem na ustach wyszłam i oparłam się o framugę.
- A więc to jest twoja podopieczna - zagadnęłam. - Miło mi cię poznać, Astro.
Smoczyca skinęła na mnie głową i chciała polizać po twarzy, lecz stanął przed nią Arbelial i warknął na nią nieprzyjemnie.
- Spokój - fuknęłam na niego, a ten tylko na mnie spojrzał i rozłożył podziurawione skrzydła. - Pozwól nam się przywitać.
Bestia ustąpiła miejsca przestraszonej smoczycy, która niepewnie podeszła i dotknęła mnie błyskawicznie tylko czubkiem języka, po czym ukryła się za właścicielką. Obydwie, ja i Olira, zaśmiałyśmy się z zaistniałej sytuacji i pogłaskałyśmy swoje smoki po szyjach.
- Zaprzyjaźnią się pewnie jeszcze, a teraz chodźmy do ciebie odpocząć! - zaproponowała Oli.
- Pewnie. Podrzućmy smokom coś do jedzenia i napijmy się razem herbaty.
Tak zrobiłyśmy. Po skończonej herbatce i wielu rozmowach o sobie postanowiłyśmy pójść wreszcie spać. W nocy jednak między smokami było dosyć głośno, ale nie brzmiało to jak coś negatywnego... Wręcz jakby zaczęły się lubić, i to bardzo! Niestety, przez to ich baraszkowanie rano obydwie byłyśmy niewyspane...
<Olira?>
W oddali nagle udało nam się usłyszeć stęskniony ryk smoka. Olira najwyraźniej go rozpoznała i wybiegła na chwilę na zewnątrz mojego mieszkania. Również zerknęłam o co chodzi, a na niebie dostrzegłam błękitną smoczycę tęczy, która lewitując rozglądała się na wszystkie strony i wyraźnie zmartwionym spojrzeniem skanowała otoczenie. Kotołaczka widząc smoka zagwizdała na palcach i zaczęła podskakiwać z rękoma w górze.
- Astra! - zawołała. - Tutaj! Chodź tutaj!
Astra zwróciła się ku nam i wielce uradowana z zawrotną prędkością wleciała we właścicielkę i zaczęła lizać ją po pyszczku szorstkim językiem. Smoczyca szczęśliwa mruczała i przytulała Olirę jakby nie widziała jej latami, a minęło zaledwie kilka dni. Z uśmiechem na ustach wyszłam i oparłam się o framugę.
- A więc to jest twoja podopieczna - zagadnęłam. - Miło mi cię poznać, Astro.
Smoczyca skinęła na mnie głową i chciała polizać po twarzy, lecz stanął przed nią Arbelial i warknął na nią nieprzyjemnie.
- Spokój - fuknęłam na niego, a ten tylko na mnie spojrzał i rozłożył podziurawione skrzydła. - Pozwól nam się przywitać.
Bestia ustąpiła miejsca przestraszonej smoczycy, która niepewnie podeszła i dotknęła mnie błyskawicznie tylko czubkiem języka, po czym ukryła się za właścicielką. Obydwie, ja i Olira, zaśmiałyśmy się z zaistniałej sytuacji i pogłaskałyśmy swoje smoki po szyjach.
- Zaprzyjaźnią się pewnie jeszcze, a teraz chodźmy do ciebie odpocząć! - zaproponowała Oli.
- Pewnie. Podrzućmy smokom coś do jedzenia i napijmy się razem herbaty.
Tak zrobiłyśmy. Po skończonej herbatce i wielu rozmowach o sobie postanowiłyśmy pójść wreszcie spać. W nocy jednak między smokami było dosyć głośno, ale nie brzmiało to jak coś negatywnego... Wręcz jakby zaczęły się lubić, i to bardzo! Niestety, przez to ich baraszkowanie rano obydwie byłyśmy niewyspane...
<Olira?>
niedziela, 26 czerwca 2016
RP: Kamaiji do Oliry
Zauważyliśmy kotołaka z góry i postanowiliśmy zlecieć na dół, aby poznać się z daną osobą. Ze stukiem kopyt o skałę potężny czarci smok wylądował na ziemi i wytrzepał się z pyłów i popiołów, które fruwały tutaj wszędzie.
- To ty jesteś Olira? - spytałam schodząc z grzbietu bestii.
- Tak, a ty zapewne Kamaiji? - zagadnęła przyjaźnie.
- To ja - uśmiechnęłam się. - Gdzie twoja smoczyca?
- Została w irisferze, podrzuciła mnie tylko do granicy i dałam jej się pobawić - pod koniec wypowiedzi syknęła lekko z bólu i rozmasowała sobie futrzastą łydkę. - Nachodziłam się trochę...
Zdziwiłam się lekko.
- To ty tutaj zawędrowałaś aż od irisfery? Kobieto! Przecież to kilka dni drogi! Mogłaś poprosić Astrę żeby cię podrzuciła do diablosfery - zaśmiałam się. - Masz ochotę na przejażdżkę?
Na tą zachętę Arbelial stojący za mną usiadł i warknął przeciągle z zażenowania.
<Olira?>
- To ty jesteś Olira? - spytałam schodząc z grzbietu bestii.
- Tak, a ty zapewne Kamaiji? - zagadnęła przyjaźnie.
- To ja - uśmiechnęłam się. - Gdzie twoja smoczyca?
- Została w irisferze, podrzuciła mnie tylko do granicy i dałam jej się pobawić - pod koniec wypowiedzi syknęła lekko z bólu i rozmasowała sobie futrzastą łydkę. - Nachodziłam się trochę...
Zdziwiłam się lekko.
- To ty tutaj zawędrowałaś aż od irisfery? Kobieto! Przecież to kilka dni drogi! Mogłaś poprosić Astrę żeby cię podrzuciła do diablosfery - zaśmiałam się. - Masz ochotę na przejażdżkę?
Na tą zachętę Arbelial stojący za mną usiadł i warknął przeciągle z zażenowania.
<Olira?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)